Rozdział 1
Część I
O ile dobrze pamiętam, nazywam się Saga. Moje nazwisko, akurat jego nigdy sobie nie przypomniałem. Nie wiem do końca ile mogę mieć lat, nie pamiętam swojej rodziny, nie wiem co było zanim trafiłem do miejsca wrzasku. Większość nazywa to po prostu psychiatrykiem. Ja pamiętam tylko krzyki i nieludzkie ujadanie, tak więc będę to nazywać w ten sposób.
Powodu, dla którego tam trafiłem też nie pamiętam. Pewnej deszczowej nocy obudziłem się przywiązany do metalowego łóżka. Małe ciemne i zimne pomieszczenie. Zamknięte na tysiąc spustów, opustoszałe. Szok tak mnie wtedy sparaliżował, że nawet nie miałem siły się wydzierać. Może to nie to, że nie miałem siły? Może to strach przed tym, że nie miałem pojęcia gdzie jestem.
Nie spałem całą noc, a z rana przyszła kobieta wyglądająca jak mężczyzna. Była przy kości, jej włosy krótkie i pokręcone – coś w stylu lat sześćdziesiątych. Mam bardzo słabą pamięć ale jej imienia nigdy nie zapomnę. Helena, Helena Shelter. Tej kobiety nie dało się polubić. Każdego dnia patrzyła na mnie pogardliwym spojrzeniem, prochy wciskała na siłę, unosiła się w oschły sposób. Wiedźma.
Pewnego dnia kiedy pałętałem się po korytarzach zakładu. Nie miałem konkretnego celu, chciałem zabić czas, który się dłużył. Nawet nie miałem pojęcia co ja tam robiłem, czułem się normalny. Nie histeryzowałem, nie gadałem sam do siebie, nie widziałem nie stworzonych rzeczy. Pogrążony nie zrozumieniem nagle usłyszałem płytki oddech. Rozglądałem się nie mogąc znaleźć źródła dźwięku. Po dziesięciu minutach bezsensownego chodzenia postanowiłem zrezygnować i to właśnie wtedy wpadłem na kogoś bez kogo dzisiaj nie potrafię żyć.
Siedział w kącie kompletnie zdezorientowany. Jedną połowę twarzy zakrywała mu maska medyczna, drugą natomiast czarne kosmyki. Był taki wychudzony, taki drobniutki. W pewnej chwili bałem się go dotknąć w obawie, że go skruszę jak delikatną porcelanę. Niepewnie przykucnąłem i zacząłem się mu przyglądać. Pytanie o to co się stało wydawało mi się kompletnie bezsensowne, zacząłem więc jak w stosunku do dziecka.
- Hej... Jak się nazywasz kolego, ja jestem Saga.-Opuścił jeszcze bardziej swoją głowę co upewniło mnie, że nie będzie zbyt łatwo się z nim poznać i dowiedzieć czemu siedzi w zimnym i samotnym miejscu.- Na pewno masz jakieś ciekawe imię co? Ja tak naprawdę nie jestem wobec swojego pewny. Wmówili mi, że tak się nazywam więc nie będę się sprzeciwiał ich racjom.-Przysiadłem się koło niego opierając się o tą zimną i nie wygodną ścianę.
Siedziałem z nim chyba z pół godziny. Mówiłem dużo, on natomiast kompletnie milczał. Nie jestem dzisiaj w stanie powiedzieć dlaczego tyle mówiłem do kogoś kto zapewne mnie nie słuchał. Możliwe, że po tak długim pobycie w tamtym miejscu zaczęło mi już odbijać. Wiem natomiast jedno, nigdy tego nie pożałowałem. Nigdy nie pożałowałem spędzenia z nim tych trzydziestu minut.
Po wszystkim zastanawiałem się nad propozycją odprowadzenia go gdziekolwiek sypiał. W naturze niestety nie miałem skłonności do naciskania więc się pożegnałem i w głębi serca miałem nadzieję, że jeszcze go spotkam.
Kolejnego dnia obudziłem się ze zdziwieniem na twarzy. W moim pokoju na podłodze leżała niska anorektyczna kobieta i dość masywny mężczyzna. Skąd oni się wzięli, zadawałem sobie pytanie. Nie miałem odwagi się do nich odezwać tak więc otuliłem się kołdrą i tępo w nich spoglądałem.
Po około trzech godzinach bezczynnego siedzenia zaczęło mi się robić ciemno przed oczami i organizm pozwolił sobie uciąć drzemkę. Nie wiem ile spałem bo po przebudzeniu nie miałem głowy do zainteresowania się tym. Zasnąłem w pozycji siedzącej, na środku łóżka, oparty o ścianę. Poczułem się niepewnie kiedy po mojej prawie stronie siedział ten mężczyzna, a po lewej ta kobieta. Spoglądali na mnie w taki pusty sposób. Nie miałem odwagi się ruszyć, czekałem na ich ruch.
Część I
O ile dobrze pamiętam, nazywam się Saga. Moje nazwisko, akurat jego nigdy sobie nie przypomniałem. Nie wiem do końca ile mogę mieć lat, nie pamiętam swojej rodziny, nie wiem co było zanim trafiłem do miejsca wrzasku. Większość nazywa to po prostu psychiatrykiem. Ja pamiętam tylko krzyki i nieludzkie ujadanie, tak więc będę to nazywać w ten sposób.
Powodu, dla którego tam trafiłem też nie pamiętam. Pewnej deszczowej nocy obudziłem się przywiązany do metalowego łóżka. Małe ciemne i zimne pomieszczenie. Zamknięte na tysiąc spustów, opustoszałe. Szok tak mnie wtedy sparaliżował, że nawet nie miałem siły się wydzierać. Może to nie to, że nie miałem siły? Może to strach przed tym, że nie miałem pojęcia gdzie jestem.
Nie spałem całą noc, a z rana przyszła kobieta wyglądająca jak mężczyzna. Była przy kości, jej włosy krótkie i pokręcone – coś w stylu lat sześćdziesiątych. Mam bardzo słabą pamięć ale jej imienia nigdy nie zapomnę. Helena, Helena Shelter. Tej kobiety nie dało się polubić. Każdego dnia patrzyła na mnie pogardliwym spojrzeniem, prochy wciskała na siłę, unosiła się w oschły sposób. Wiedźma.
Pewnego dnia kiedy pałętałem się po korytarzach zakładu. Nie miałem konkretnego celu, chciałem zabić czas, który się dłużył. Nawet nie miałem pojęcia co ja tam robiłem, czułem się normalny. Nie histeryzowałem, nie gadałem sam do siebie, nie widziałem nie stworzonych rzeczy. Pogrążony nie zrozumieniem nagle usłyszałem płytki oddech. Rozglądałem się nie mogąc znaleźć źródła dźwięku. Po dziesięciu minutach bezsensownego chodzenia postanowiłem zrezygnować i to właśnie wtedy wpadłem na kogoś bez kogo dzisiaj nie potrafię żyć.
Siedział w kącie kompletnie zdezorientowany. Jedną połowę twarzy zakrywała mu maska medyczna, drugą natomiast czarne kosmyki. Był taki wychudzony, taki drobniutki. W pewnej chwili bałem się go dotknąć w obawie, że go skruszę jak delikatną porcelanę. Niepewnie przykucnąłem i zacząłem się mu przyglądać. Pytanie o to co się stało wydawało mi się kompletnie bezsensowne, zacząłem więc jak w stosunku do dziecka.
- Hej... Jak się nazywasz kolego, ja jestem Saga.-Opuścił jeszcze bardziej swoją głowę co upewniło mnie, że nie będzie zbyt łatwo się z nim poznać i dowiedzieć czemu siedzi w zimnym i samotnym miejscu.- Na pewno masz jakieś ciekawe imię co? Ja tak naprawdę nie jestem wobec swojego pewny. Wmówili mi, że tak się nazywam więc nie będę się sprzeciwiał ich racjom.-Przysiadłem się koło niego opierając się o tą zimną i nie wygodną ścianę.
Siedziałem z nim chyba z pół godziny. Mówiłem dużo, on natomiast kompletnie milczał. Nie jestem dzisiaj w stanie powiedzieć dlaczego tyle mówiłem do kogoś kto zapewne mnie nie słuchał. Możliwe, że po tak długim pobycie w tamtym miejscu zaczęło mi już odbijać. Wiem natomiast jedno, nigdy tego nie pożałowałem. Nigdy nie pożałowałem spędzenia z nim tych trzydziestu minut.
Po wszystkim zastanawiałem się nad propozycją odprowadzenia go gdziekolwiek sypiał. W naturze niestety nie miałem skłonności do naciskania więc się pożegnałem i w głębi serca miałem nadzieję, że jeszcze go spotkam.
Kolejnego dnia obudziłem się ze zdziwieniem na twarzy. W moim pokoju na podłodze leżała niska anorektyczna kobieta i dość masywny mężczyzna. Skąd oni się wzięli, zadawałem sobie pytanie. Nie miałem odwagi się do nich odezwać tak więc otuliłem się kołdrą i tępo w nich spoglądałem.
Po około trzech godzinach bezczynnego siedzenia zaczęło mi się robić ciemno przed oczami i organizm pozwolił sobie uciąć drzemkę. Nie wiem ile spałem bo po przebudzeniu nie miałem głowy do zainteresowania się tym. Zasnąłem w pozycji siedzącej, na środku łóżka, oparty o ścianę. Poczułem się niepewnie kiedy po mojej prawie stronie siedział ten mężczyzna, a po lewej ta kobieta. Spoglądali na mnie w taki pusty sposób. Nie miałem odwagi się ruszyć, czekałem na ich ruch.